— Tylko nie na pamięć matki. Nie wspominaj mi tej podłej kobiety...
— Ty jesteś podły, a nie moja matka! — krzyknęła w uniesieniu Aniela.
Janek słuchał z natężeniem, by nie uronić ani słówka z tej rozmowy. Wiedział, co prawda, coś nie coś o przeszłości Lipy, ale teraz miał okazję usłyszeć coś, co dotyczyło jego ukochanej Anieli.
Na dłuższą chwilę rozmowa jak gdyby się urwała, po czym usłyszał smutny głos Lipy:
— Tak!... Tak!... Masz rację, mówiąc, że jestem podły. Ona nie... Tylko ja... Całe życie starałem się wychować ciebie z dala od mojego środowiska. Czy wiesz, że matka twoja zostawiła ciebie, gdy miałaś dwa latka, by uciec z kochankiem? Tak, moja córeczko, masz zupełną rację. Jestem złodziejem, wyrzutkiem społeczeństwa, ale jedno wiem, że nie z mojej winy... Moi rodzice byli już tacy i mnie tego przeklętego „fachu” nauczyli. Gardzę nimi, gardzę sobą... Gardzę całym światem i ludźmi, których zmuszają tkwić nadal w tym bagnie. Tak, kochane dziecko, twój ojciec jest urodzonym złodziejem... Tylko jedno pamiętaj! Złodziej także może być dobrym ojcem... Przekonałaś się sama, że nie chciałem wychować ciebie w atmosferze, którą sam oddychałem.
Strzegłem swojej tajemnicy przez długie lata, nie chciałem sprawiać ci bólu, bo po prostu wstydziłem się i czułem się winny wobec ciebie. Wpojono we mnie w młodości żal i wstręt do wszelkich oskarżycieli i moralistów. Widziałem w tobie przyszłego prokuratora, który pewnego pięknego poranka zawoła: „Oskarżam cię, ojcze”...
Lata mijały, a ty rosłaś, rozwijałaś się fizycznie i umysłowo. Żyłem w strachu i obawiałem się tej chwili, kiedy przejrzysz moją grę; zobaczysz innego ojca, niepodobnego do tego, któremu ufałaś jako dziecko.
Krytyczna chwila nastąpiła, gdy stałaś się pełnoletnia. Czułem, że dłużej już nie będę mógł ukrywać przed tobą swej tragedii. Ojcowskie serce nie mogło jednak zdecydować się na sprawienie ci takiego bólu. Milczałem i odkładałem wyznanie z dnia na dzień. Później nawet, gdy się już zdecydowałem odkryć karty, nie mogłem ci wyznać wszystkiego... Teraz, czego nie dopowiedziałem, sama się już domyślasz... Na pewno zrozumiesz, dlaczego nigdy się nie zgodzę, aby moja Aniela poślubiła złodzieja.
Janek słuchał i łzy ściskały go za gardło. Przyznawał w duchu rację staremu Lipie. Czuł, że gdyby on sam był ojcem takiej córki, nie zezwoliłby nigdy na taki związek. Chciał wynieść się po cichu i wyrwać Anielę na zawsze ze swego zbrodniczego serca, zapomnieć zupełnie o jej istnieniu. Widać takie kobiety nie są stworzone dla zbrodniarzy — im pozostają tylko „kontrolne” i „z amatorstwa”. Głos Anieli przykuwał go jednak do miejsca i słuchał dalej.
— Podziwiam cię, ojcze, skąd do ciebie17 takie piękne myśli. Mówisz do mnie i rozumujesz jak najuczciwszy człowiek pod słońcem, a jednak...