— Nie mogę już żyć tak dłużej!

Zabastuję! Przysięgam, że zabastuję...

Janek, na ten wykrzyknik, uśmiechnął się pod nosem. „My wszyscy bastujemy” — pomyślał.

— Nie wierzę ci, ojcze. Nie mogę ci ufać, a dłużej nie mogę tu pozostać. Czuję wstręt do tego świata. Muszę uciekać, gdzie mnie oczy poniosą...

— Do Klawego Janka, co?!

— Może. Moja miłość go nawróci.

— Wybij go sobie z głowy. Mam narzeczonego dla ciebie. Moja córka musi mieć przyzwoitego męża, a nie Klawego Janka.

Janek jeszcze bardziej przywarł głową do drzwi. Chciał usłyszeć odpowiedź Anieli.

— Dziwny ten wasz świat — usłyszał gorzki śmiech. — Jeden drugim pogardza. Dziękuję za wybór, pozostaw go mnie.

— Jestem twoim ojcem i pragnę wydać cię za mąż.