Aniela zaśmiała się głośno.

— Jeżeli obowiązek ojca polega na tym, by wydać córkę za mąż, to twoją misję dawno już spełniłeś.

— Zastanów się, córko. Powiem ci jeszcze coś, czego nie domyślasz się nawet. Wiedz o tym, że ten twój wybrany chodził na mokre roboty...

Janek dłużej już nie mógł wytrzymać za drzwiami. Ten zarzut był dla niego obelgą. Chciał już pchnąć drzwi; opanował się jednak i słuchał dalej.

— Co to znaczy? Nie rozumiem.

Mokra robota to po naszemu morderstwo.

— Kłamiesz! Do tego nigdy nie był zdolny.

— Jesteś za uczciwa, córko. Ale w złodziejskim „fachu” różnie bywa.

— Tak nisko nie upadł. Nie uwierzę! On nie wygląda na mordercę!

— Pozory mylą. Ja też nie wyglądam!