— A zamordowałeś?... Gardzę tobą, ojcze!
— Milcz, bo cię!...
— Można się wszystkiego spodziewać po takim „pięknym” ojcu.
— Twój kochanek musi wisieć... Uduszę! Uduszę, zanim będziesz jego żoną!...
Nagle drzwi się otwarły i Janek wkroczył zdecydowany do pokoju.
Lipa był tak zaskoczony tym zjawiskiem, że ręce, którymi przed chwilą wygrażał Anieli, opadły mu bezwładnie.
Oboje padli sobie w objęcia, nie zwracając wcale uwagi na skamieniałego Lipę.
— Jesteś, kochany?... Jesteś wolny, Janku?
Lipa, zgorszony tym widokiem, zasłonił oczy lewą ręką, prawą zaś szukał czegoś w tylnej kieszeni. Janek nie spostrzegł nawet podejrzanych ruchów Lipy.
— Jak widzę, nie krępujecie się już wcale moją obecnością. Ochłodzę was zaraz z ognia miłości! — krzyknął, grożąc im rewolwerem.