— Może byś tak nie przeszkadzał? — odparł Janek cynicznie.
— Co?... Jak ty śmiesz! Jestem jej ojcem czy nie?
— Skąd ona ma o tym wiedzieć? — odparł z lekceważeniem Janek, tuląc do siebie mocniej przelęknioną Anielę.
Lipa skakał groźnie wokoło nich, wymachując rewolwerem. Aniela wyrwała się z objęć Janka i zasłaniając go sobą, wołała:
— Ojcze, wpierw mnie zabijesz!
— Starczy ołowiu dla was obojga!
Janek siedział flegmatycznie, jakby mu nic nie groziło. Uśmiechał się szyderczo i obojętnie odparł:
— Nie wrzeszcz tak głośno. Zapominasz, że już noc zapadła.
— Bandyto!... Ty morderco!...
— Ha, ha, ha... Stara odwieczna historia; czym człowiek sam jest, tym innych tytułuje.