— Daję ci trzy minuty czasu, byś się stąd wyniósł. Jeśli nie, to...
— Zabijesz mnie — ironizował Janek. — Schowaj lepiej spluwę. Zagalopowałeś się, brachu. Nie przyszedłeś na „stój”, abyś straszył frajera minutami.
— Nie drażnij, bo cię zastrzelę. Nigdy moim zięciem nie będziesz!...
Janek zapalił obojętnie papierosa i odparł:
— Myślę jednak, że „Klawy Janek” i Stasiek „Lipa” nie powinni sobą pogardzać. Obaj jesteśmy dobrze urodzeni. Czyż może być lepiej dobrana para?
— Przestań — wtrąciła się Aniela. — Po co prowokujesz ojca?
— Ja go zastrzelę jak psa!
— Doprawdy, umiesz strzelać?
Lipa skierował na niego lufę rewolweru. Aniela stanęła między ojcem a Jankiem, krzycząc:
— Zlituj się nade mną, ojcze, nie przeżyję tego!