— Po co policja ma wiedzieć, że mieszkasz w Warszawie na „lewe” nazwisko — uśmiechnął się Janek. — Jesteś nie mniej znany niż ja.
Lipa poprawił się na krześle, ciężko oddychając. Ocierał pot z czoła, patrząc na córkę. Aniela poczuła litość i zbliżyła się do ojca.
— Tato, uspokój się.
Janek podniósł się i podszedł do Lipy.
— Słuchaj, Stasiek, czy mogę z tobą pomówić bez krzyku i hałasu, jak swój ze swoim, a nie jak przyszły zięć z teściem?...
— Nie mamy nic do gadania na ten temat. — Uspokoił się Lipa.
— A jednak muszę z tobą pomówić. W Warszawie nie mogę dłużej pozostać. „Tajniaki” depczą mi po piętach.
— Uciekłeś z więzienia? Gdzie spędziłeś te kilka dni? — zawołała podejrzliwie Aniela.
— Na razie jeszcze nie byłem aresztowany.
— Ojciec mówił, że siedzisz.