— Ojcu wszystko wolno, nawet i kłamać — odparł Janek filozoficznie.
Lipa wpatrywał się dłuższy czas w jeden punkt sufitu, po czym złamanym głosem wyszeptał:
— Jestem jej ojcem, serce mnie boli...
Złapał się prawą ręką za serce, spuszczając oczy, w których zabłysły łzy.
— Przebacz — zawołał Janek. — Ale powiedz szczerze, dlaczego nie chcesz mnie za zięcia? Przeszkadzasz naszemu szczęściu.
Lipa głaskał córkę pieszczotliwie po włosach, wzdychał, spluwał i mruczał coś pod nosem.
— Nie chcę widzieć własnego nieszczęścia. Wy oboje to dwa różne światy, które się nawzajem nie rozumieją. Ona jest za uczciwa, aby mogła patrzeć na twoje podłości, a ty jesteś zanadto zdemoralizowany, abyś mógł ocenić jej uczciwość. Nie mogę własnymi rękami przyczynić się do unieszczęśliwienia mojej córki. Sam jestem blatniakiem18 i wiem doskonale, co za przeklęty los czeka żonę takiego jak ty czy ja. Nie chcę, aby moja córka chodziła z „wałówkami”19 pod więzienie.
Janek posmutniał, zwiesiwszy beznadziejnie głowę. Patrzył przez chwilę na Anielę i jej ojca, po czym trzasnął nagle pięścią w stół.
— Przysięgam na pamięć mojej matki, którą kochałem, że od dziś będę uczciwym człowiekiem.
— Ha, ha, ha... — roześmiał się Lipa. — Odwieczna nasza piosenka. Nie tak łatwo przekreśla się przeszłość... O nie! I ja nieraz próbowałem.