— Proszę mi ich wskazać.

Szef wraz z subiektami wysortowali starych klientów, którym komisarz kazał ustawić się po jednej stronie. Pozostałe pięć osób, których nikt nie znał, kazał policjantom odprowadzić do komisariatu. Daremnie protestowali zatrzymani, tłumacząc, że są uczciwymi kupcami. Komisarz grzecznie wyjaśnił, że spełnia tylko swój obowiązek.

Dwaj policjanci odprowadzili aresztowanych, przetrzymanych do czasu wyświetlenia sprawy. Komisarz pozostał jeszcze w interesie, wypytując o najdrobniejsze okoliczności towarzyszące kradzieży, po czym poprosił poszkodowanych, aby stawili się w komisariacie w celu spisania protokołu. Obrzucił jeszcze wzrokiem subiektów i wraz ze starszym przodownikiem opuścił sklep.

— Wołkow, jakiego zdania jesteś o tym wszystkim? — zapytał komisarz pomocnika. — Czy aresztowani są winni?

— Uważam, że nie — odparł Wołkow. — Złodziej zdążył się usunąć w porę. To robota „fachowca”, a taki nie czekał na pewno, aż się połapią i „zakatrupią”.

— I ja tak myślę — przytaknął komisarz. — Ostatnio mamy do czynienia z tajemniczymi wypadkami, kradzieżami i mordami. Od wczoraj oka jeszcze nie zmrużyłem. Musimy się wziąć do intensywnej pracy. Wczoraj ograbiono jubilera. Banda dysponuje już wielkimi sumami. Hrabina, jubiler, dzisiejsza kradzież. Kto wie, jaki kawał mogą jutro komu wyrządzić? Najgorzej schwytać przestępcę-kapitalistę — roześmiał się komisarz.

— Słusznie, panie komisarzu — przybąknął służalczo Wołkow.

Komisarz ciągnął dalej w zamyśleniu:

— Jestem zaproszony do hrabiny. Warto byłoby bliżej zapoznać się z jej osobą. Ona mi się też niezupełnie podoba.

— Tak jest, panie komisarzu.