— O, nie, to wszystko pachnie zagadką.

— Najlepszym dowodem, że tak jest — ciągnął dalej Wołkow zdecydowanym głosem — że policjant został zastrzelony z rewolweru pochodzącego z kasy hrabiny.

— Wszystkie te dowody dają mi jednak dużo do myślenia.

— Pan komisarz lubi zawsze wszystko dokładnie przemyśleć — pochlebił Wołkow. — Złodzieje nie darmo nazywają pana filozofem.

— Co za filozof ze mnie — roześmiał się komisarz — skoro do dziś dnia nie mam całej bandy pod kluczem. Jak uważasz, Wołkow, czy policjanci porozstawiani na rogach ulic, blisko zaułka, gdzie dokonany został mord, słyszeli strzały?

— Zapewne.

— Dlaczego nikt o tym nie zameldował?

— Myślę, że żaden nie chciał być wmieszany w tę całą aferę. Jeżeli nawet który słyszał strzały, to też przemilczał całą historię.

— Masz rację. Ja także tak myślałem.

Wołkow, uradowany, że komisarz wysłuchuje jego wywodów, zawołał śmielej: