Gdy drzwi zamknęły się, kilku z obecnych otoczyło dziewczynę.
— Anielo, gdzie cię aresztowano?
Aniela milczała.
— Mów. Tu wszyscy swoi — zawołał ten, który rozmawiał z komisarzem.
— Odejdź! — zawołał inny. — Skeły mogą jeszcze sporutować. Dla niej lepiej, aby nikt nie wiedział, że my ją znamy.
Aniela siedziała w kącie, zakrywając sobie kołnierzem głowę, jakby nie chciała widzieć, gdzie się znajduje i co się wokoło niej dzieje. Wyglądała na zmęczoną i złamaną na duchu, wywołując współczucie obecnych, którzy nieraz bawili się w lokalu jej ojca.
— Panienka pozwoli! — otworzyły się nagle drzwi.
Aniela stanęła przed komisarzem, który bardzo grzecznie podsunął jej krzesło. Przyglądał jej się znów z natężeniem, jakby chciał uświadomić sobie, skąd zna te oczy. Wtem podskoczył na krześle uradowany.
„Hrabiny oczy”.
Komisarz był zachwycony jej pięknością. Chciał badać, pytać, natężył całego siebie, nie mógł jednak ust otworzyć. Dziewczyna wyglądała tak uczciwie i niewinnie w jego oczach, że nie mógł się zdobyć na żadne podejrzliwe pytanie.