Aniela siedziała ną wprost komisarza. Oczy jej wyrażały tyle cierpienia, że dopraszały się same litości i pomocy. Serce srogiego komisarza stopniało jak wosk pod wpływem tych łagodnych, rozbrajających oczu. Przeląkł się samego siebie i swojej słabości, której czuł, że ulega. Podniósł się raptownie ze swojego fotela i stanął przy oknie. Po chwili zawołał:
— Panienka jest wolna!
Wyrzucił te słowa, nie patrząc wcale na Anielę, która podniosła się i ze wzruszeniem odparła:
— Dziękuję.
Opuściła dumnie wydział śledczy, odprowadzona pożądliwymi spojrzeniami obecnych na korytarzu policjantów.
Komisarz Żarski przesłuchał aresztowanych i kolejno zwolnił.
Mała ilość21 została zatrzymana za stare grzechy, a między nimi znalazł się również elegant z platynowymi zębami. Okazało się, że zdążył dokonać tylko siedmiu włamań.
Pięciu kupców aresztowanych na Nalewkach także szybko zwolniono. Byli to kupcy z prowincji, którzy nie mieli nawet najmniejszego pojęcia, co to jest „doliniarz”. Sami podziwiali taki „cud”, aby można było przeciąć komuś kieszeń, by ten wcale nie czuł.
Okradzionym kupcom nie spodobał się żaden z policyjnych albumów, gdzie są umieszczone fotografie „doliniarzy”. Musieli się zadowolić kilometrowymi protokułami, które spisano. Z ciężkim sercem i próżnymi kieszeniami zmuszeni byli opuścić ssysknoje otdelenie.
Komisarz i tym razem nie był zachwycony rezultatem obławy. Co prawda policja pokazała, co potrafi. Najlepszych i najgroźniejszych kasiarzy „przycupnęła” tej nocy. Komisarz był jednak przekonany, że nie ma wśród nich tego, który ograbił hrabinę i zamordował policjanta.