Wołkow zrozumiał, co komisarz ma na myśli. Ale nie zmieszał się, odparł tylko:
— Pan komisarz obraża mnie. Wołkow nigdy nie da się przekupić.
— Żartowałem — odrzekł Żarski. — Gdybym wiedział, że można cię przekupić, nie wzywałbym cię do współpracy ze mną. Wiem, że jesteś uczciwy, za uczciwy. — Poklepał go przyjaźnie po ramieniu.
Wołkowowi przebiegły podejrzane myśli.
„Naigrywa się ze mnie. Może podejrzewa o coś i bawi się mną jak kot myszką”.
Naprędce zsumował w duchu grzechy i grzeszki, z powodu których nigdy nie doznał wyrzutów sumienia.
Komisarz Żarski obserwował uporczywie Wołkowa, który coraz bardziej zmieniał się na twarzy.
— Słuchaj, Wołkow. Czuję się dzisiaj trochę zmęczony i dlatego przystąpimy już do omówienia sprawy. Przez dwa dni masz obserwować gości wspomnianego lokalu przy ulicy Wilczej. Należy to uczynić tak, aby inwigilowani nie spostrzegli się, że są szpiegowani. Dowiesz się, gdzie każdy z nich mieszka i czym się trudni. Jestem pewien, że właściciel lokalu także nie jest zupełnie w porządku. Nigdy nikogo nie atakuję, póki nie mam namacalnych dowodów w ręku.
— Tak jest, panie komisarzu!
Wołkow zanotował sobie coś w notesiku i zrobił krok naprzód, jakby się szykował do wyjścia. Komisarz położył mu rękę na ramieniu i rzekł: