— Ze mną? — uśmiechnął się Wołkow.
— Dlaczegoż by nie? — zauważył Janek. — Nie chciałbyś nawiązać z nami bliższych stosunków?
Wołkow zarumienił się i odpowiedział:
— Zależy na jakich warunkach.
— Na bardzo dogodnych — odezwał się Krygier.
Po chwili ciszy, która zapanowała, Bajgełe zabrał głos:
— Założymy swego rodzaju „spółkę”. Nieraz ci mówiłem, że byłby z ciebie lepszy złodziej niż policjant.
Na stole pojawiły się przednie trunki. Bajgełe nalał kieliszki i zawołał:
— Pijemy za pomyślność naszej przyjaźni. Mam nadzieję, że odtąd nie będziesz nas prześladował. Mamy, co prawda, stare porachunki, przyjacielu. Nie tyle ja, ile mój towarzysz, „Klawy” Janek. Pamiętasz chyba jego robotę u hrabiny?...
— Tak, przypominam sobie — wyjąkał Wołkow.