Szczupak skurczył się w sobie, zmalał. Udawał poskromionego i jął się tłumaczyć:
— Przepraszam pana, panie komisarzu, ale między nami zaszło nieporozumienie.
Wołkow, odzyskawszy nad nim przewagę, zapytał:
— Powiedz mi pan, kogo pan podejrzewa o kontaktowanie się z tą bandą? To jest dla mnie bardzo ważne. Muszę pana jednak ostrzec, że podobnego podejrzenia nie można traktować lekko. Trzeba tu operować dowodami. Dowodami! Również nieboszczyk Żarski lubił zapędzić się w podobne ślepe uliczki podejrzeń. Nam policjantom nie wolno filozofować. To nas sprowadza z właściwej drogi.
Komisarz Szczupak postanowił natychmiast nadać swoim słowom innego znaczenia. Zdecydował się zatrzeć wrażenie, jakie wywołały jego słowa u Wołkowa.
— Panie komisarzu, czy wolno mi szczerze wyłożyć swoją opinię?
— Bardzo będę rad — zawołał Wołkow. — Nie lubię, gdy się operuje w mojej obecności półsłówkami.
— Moja konfidentka doniosła mi bardzo ważną nowinę. W związku z tym wypowiedziałem wpierw moje przypuszczenie.
— Dlaczego pan mi o tym wcześniej nie mówił — uczepił się tego Wołkow. — Naszym nieszczęściem jest, że każdy chce tylko pracować na własną rękę. I temu należy przypisać, dlaczego jeszcze bandy nie zlikwidowaliśmy. Musimy zrezygnować z osobistych ambicji i razem zmierzać do wspólnego celu.
— Słusznie. I ja jestem tego samego zdania, panie komisarzu.