— Odtrącasz mnie od siebie? — wyrzucał z siebie słowa, oddychając z trudem. — Narażam moją karierę dla ciebie, a ty mi się tak odwdzięczasz?... Rozczarowałem się co do ciebie...

— Boję się... Boję się....

— Uspokój się. Wnet wyprowadzę cię stąd. Musimy zaczekać na zmianę warty. Teraz nie możesz stąd pójść.

Zapanowało milczenie.

Pierwsza odezwała się Regina:

— Kolię brylantową chciałam ci zwrócić. Kiedy mówiłam, że ją zgubiłam, chciałam cię tylko wypróbować.

Wypowiedziała te słowa niezbyt pewnym głosem, jakby się chciała przed nim wytłumaczyć.

— Wierzę ci, ufam ci, droga moja — wyszeptał cicho, a jego oczy przy tym nabrały dziwnego połysku.

Regina oparła się o wilgotny mur. Ciężko westchnęła. Ujrzała teraz w myśli swoje dzieci z wyciągniętymi rękami, które wołają:

— Mamo!... Mamo!...