— Możecie ze mną zrobić, co wam się żywnie podoba — odparł Wołkow bezradnie.
— Nic ci nie zrobię, o ile zostaniesz naszym udziałowcem i będziesz członkiem naszej bandy.
— Jak śmiesz mi coś podobnego zaproponować? — wrzasnął Wołkow.
— Więc odmawiasz? Nie masz ochoty? Nie przystoi ci się z nami kolegować? — świdrował go teraz oczyma Krygier.
Wołkow nie odpowiadał.
— Kierujesz się naszą taktyką — ciągnął dalej Krygier. — Milczenie to złoto.
— Pewnie — mruknął Wołkow pod nosem.
— Ale my potrafimy ci język rozwiązać. Uczynimy to nie gorzej od waszych specjalistów w Urzędzie Śledczym! Kolega Milczek potrafi nie gorzej od was.
Krygier wskazał palcem na Milczka, który przez cały czas siedział z boku, a ręce aż swędziły od chęci... Z rozkoszą byłby się załatwił teraz z Wołkowem.
— Spróbujcie — odparł Wołkow, zagryzłszy wargę. — Przekonacie się, że i ja potrafię milczeć.