W pewnym momencie zerwała się ona z kozetki i zaczęła Jankowi pomagać w zdejmowaniu palta.
— Pan mnie się coraz mniej podoba. — Groziła mu filuternie paluszkiem. — Nie znoszę tego!
Rzuciła jego palto i kapelusz na krzesło i pociągnęła go ku sobie.
Nie miał czasu na rozwiązywanie zagadki, do jakiego typu uwodzicielek należy przygodna sąsiadka w pensjonacie...
Dotychczas, żadna z kobiet nie narzucała mu się w podobny sposób... Nie rozumiał niczego. Była młoda, powabna, zgrabna, pełna wdzięku, zapewne niebiedna oraz niegłupia.
„To nie jest takie gładkie” — odezwał się w nim tajemniczy głos.
Postanowił trzymać się na baczności.
— Filozofie, o czym myślisz teraz? — rzuciła mu prosto z mostu pytanie, przechodząc jednocześnie na „ty”. To go jeszcze więcej intrygowało.
Janek nie wierzył własnym uszom i oczom. Odsunął się, instynktownie wykorzystując ten ruch.
Przygodna znajoma wybuchnęła śmiechem i jeszcze bliżej do niego się przysunęła.