— Goście w pensjonacie o tym wiedzą.
— Skoro tak — oświadczyła po pewnym namyśle — jeszcze dziś się stąd wyprowadzę. Wyraźnie zastrzegłam się, by nikt nie miał dostępu do meldunku, gdyż nie chciałam, aby tu wiedziano... Tfuj!.... Tu mało kto jest dżentelmenem...
Podeszła do stolika, na którym stała flaszka wina szampańskiego. Napełniła szklankę.
— Pij — rzekła.
— A ty?
— Ja potem wypiję, przed snem.
Janek spoglądał na nią pytającym spojrzeniem.
— Dzisiejszą noc spędzisz w swoim pokoju. Muszę wypocząć. Nie będzie dziury w niebie, gdy rozstaniemy się na jedną noc — dodała z takim uśmiechem, od którego dreszcz przebiegł po ciele Janka.
— Ja tu pozostanę — oświadczył Janek stanowczym głosem i przytulił ją do siebie. — Jak się nazywasz?
— Po co ci to potrzebne? — zapytała naraz po angielsku.