— Chcę wiedzieć, czyją ofiarą jestem — odparł Janek w tym samym języku.
— Skoro o to tylko chodzi — roześmiała się filuternie — nie oburzam się. Z ciebie, jak widzę, jest nie lada gagatek. Nie rozczarowałam się co do ciebie. All right! Podobasz mi się.
— Ty mnie jeszcze więcej! — Uścisnął ją z całych sił. — Jakże jestem szczęśliwy, żem cię poznał! Powiesz mi, jak ci na imię, które pragnę pieścić w myśli, we śnie i na jawie.
— Nazywaj mnie tak, jak chcesz.
— Zgoda. Będę cię nazywał Anielą.
Ledwie wypowiedział to imię, przed jego oczyma ukazała się wizja postaci ukochanej. Aniela czyniła mu wyrzuty.
— Nie, nie! — zawołał Janek... — Tylko nie Aniela!
Przyjaciółka uwolniła się z jego ramion:
— Już kochałeś kobietę, której było na imię Aniela?
— Nie wspominaj jej imienia! — krzyknął, będąc jeszcze pod wrażeniem obrazu Anieli. — To nie była kobieta! — przesłonił sobie ręką twarz.