— Świetnie, doskonale! — zawołał uradowany. Obsypał jej ręce namiętnymi pocałunkami. Jego zmysł krytyczny przesłoniła mgła, którą wyczarowała nowa przyjaciółka. Kochał ją do nieprzytomności.

— Idź już, idź! — nalegała coraz słabszym tonem, jednocześnie tuląc jego głowę do swoich piersi coraz silniej.

Janek był szczęśliwy. Chciał, by te chwile nigdy się nie kończyły i zamieniły się w wieczność.

Ale Ada w pewnej chwili uwolniła się z jego ramion i rzekła:

— Teraz wrócisz do swego pokoju; zobaczymy się jutro.

Janek milczał chwilę, jakby się zastanawiał nad tym, czy ma coś powiedzieć, czy lepiej przemilczeć. Wreszcie zapytał:

— Masz męża? Powiedz! Muszę wiedzieć wszystko!...

Twarz jej naraz zarumieniła się. Oczy utkwiła w suficie i cedziła każde słowo:

— Męża nie mam — mówiła spokojnym głosem — ale przyjaciół miałam i mam wielu.

Wypowiedziawszy te słowa, utkwiła wzrok swój w twarzy Janka, chcąc się przekonać, jakie wywarły na nim wrażenie.