Janek musiał ustąpić. Skierowali się ku wyjściu. Felek przez cały czas stał „na cyngu”, obliczając w duchu, ile może mu przypaść w udziale. Nie wątpił na chwilę, że tej nocy zarobek będzie suty...
Oddalając się, Krygier polecił Felkowi, by dał znać policjantowi, że na stopniu leży jakiś pan, który zasłabł.
Chodziło o dozorcę nocnego, który spał jeszcze, a mógł zmarznąć. Krygier nie znosił „mokrej” roboty...
Taksówką pojechali do Bajgełe, który niecierpliwie oczekiwał ich powrotu. W domu Bajgełe kompanowie po raz pierwszy wszczęli kłótnię. Janek biegał zdenerwowany i wściekły.
Krygier flegmantycznie prawił mu morały:
— Janku, nie poznaję cię. Twoje zachowanie napawa mnie niepokojem. Muszę wiedzieć, co to za kobieta wzięła cię w obroty.
Janek podskoczył do Krygiera i zawołał:
— A może mi nie wolno kochać na własną rękę?
— Wolno ci. Ale pamiętaj, że od kobiety do więzienia dzieli nas tylko jeden krok.
— Twoja w tym wina, że Aniela mnie porzuciła — oburzał się Janek. — Teraz nie uda ci się mnie oderwać od ukochanej.