Bajgełe wtrącił się do rozmowy:
— Umarłego się chowa i koniec. Po co o to teraz wszczynać spory? Musimy się teraz zająć żyjącymi.
Bajgełe wraz z „Zimną kokotą” zmyli ślady krwi z podłogi, zacierając wszelkie ślady po zbrodni.
— Chodźcie! Musimy stąd odejść — rzekł Krygier do Janka i Antka.
— Nie zaczekamy na powrót Milczka? — spytał Antek.
— On będzie wiedział, gdzie jesteśmy.
Naraz zapukano dyskretnie do drzwi.
Zebrani zamienili ze sobą spojrzenia.
— Kto tam? — zapytał spokojnie Bajgełe.
— Policja! Otworzyć!