— Ach, proszę bardzo! — zawołał Bajgełe radosnym głosem, jakby go spotkał wyjątkowy zaszczyt, po czym otworzył drzwi.
Szczupak ze zdziwieniem spojrzał na zgromadzonych. Krygier z uśmiechem go powitał. Janek i Antek siedzieli przy stole, jakby nic szczególnego nie zachodziło.
— Co pan komisarz powie dobrego? — zapytał wesoło Bajgełe. — Proszę niech pan siada, wszak jesteśmy starymi znajomymi.
Szczupak nie spodziewał się podobnego przywitania. Przez sekundę nie wiedział, co począć, ale wnet sięgnął ręką do kieszeni, skąd dobył gwizdka i chciał już uderzyć na alarm. W mgnieniu oka znalazł się w kleszczach żelaznych ramion Janka. Jakby na dany rozkaz wszyscy rzucili się na komisarza. Krygier przyłożył Szczupakowi rewolwer do głowy.
— Moi ludzie strzegą wyjścia. O ucieczce nie macie co marzyć.
— To nasza rzecz — odparł z zimnym, chytrym uśmiechem Bajgełe. — Uprzedzamy cię tylko, że o ile tylko piśniesz słówkiem nawet, natychmiast będziesz wykończony na zimno. Nam już wszystko jedno. Zresztą ty na naszym miejscu postąpiłbyś nie inaczej.
Momentalnie skrępowali Szczupaka powrozami, owinęli go w duży koc i ułożyli go tak na stole.
Bajgełe zaczął się dowcipkować51 na temat Szczupaka.
— Po pierwsze, wielce szanowny panie komisarzu, musimy się ze sobą porozumieć. W dowód, że jesteśmy gościnni, chcemy pana czymś uraczyć.
Mówiąc to, otworzył mu siłą usta i wsypał garść czekoladek. Szczupak zaczął się dusić.