— Może pan spokojnie wypić, panie komisarzu. Jesteśmy spokojnymi, uczciwymi złodziejami. Nie uznajemy trucizny ani mokrej roboty.

Szczupak roześmiał się mimo woli. Po raz pierwszy w życiu znajdował się w podobnej sytuacji. Nie mógł się nadziwić uprzejmości Milczka, jego spokojowi, gdy go namawiał do wypicia wódki. Żenowała go jego gościnność. Milczek zachowywał się jak spokojny obywatel, który podejmuje gościa, nie wroga.

Szczupak zapomniał na chwilę po prostu o tym, co przeżył w tej piwnicy. Bawiła go nawet obecna sytuacja. Duszkiem wychylił szklankę wódki i wnet poprawił mu się humor.

— Która godzina? Czy długo jeszcze będę waszym jeńcem? — zapytał komisarz, usiłując podnieść się z łóżka.

— Jeszcze trzydzieści minut, panie komisarzu.

Drugi z dwóch strażników, którym był Antek, grzał się spokojnie przy piecyku i czytał gazetę.

— Czy nie obawiacie się — zapytał komisarz — że lada moment mogą tu wpaść moi ludzie i was związać?

— Nie, panie komisarzu. Pamiętamy o wszystkim i zabezpieczyliśmy się też przed tą ewentualnością.

— A jednak. Jesteście tylko poszczególnymi jednostkami. A my, policjanci, mamy do pomocy wojsko, broń, armaty, więzienia. Mamy przeciwko wam całą opinię publiczną. Jesteście wobec nas jak robactwo, które można wytępić każdej chwili.

— Panu się wydaje, panie komisarzu. W rzeczywistości sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. Gdyby nie zdrajcy, nigdy byście nie natrafili na nasze ślady. Nigdy. Rozumie pan?