— Czy pani obawia się czegoś? — podchwycił tę zmianę nastroju Anieli.
— Tak. Pańskiego sposobu mówienia — odpowiedziała Aniela.
— Ale ja mam wrażenie, że ten lęk jest przed pani narzeczonym, do którego pani wybiera się do Europy — rzekł inżynier tym samym spokojnym tonem.
Aniela zamilkła.
To milczenie było wymowniejsze od słów.
— Proszę mi wybaczyć — dodał po chwili, przekonawszy się, że słowa jego sprawiły Anieli ból.
Młodzi ludzie zamienili się spojrzeniami. Aniele nie mogła sobie wytłumaczyć, dlaczego inżynier budzi w niej niepokój. Podobne uczucie przeżywał także inżynier.
Aniela nie należała do tego rzędu kobiet, które wywierają na mężczyzn demoniczną siłę. Była wolna od kokieterii i wyreżyserowanej kobiecości. Przeciwnie, była prosta w zachowaniu, bezpośrednia, bez fałszu i sztuczności. A przy tym była pełna tajemniczości, jak sfinks, który wie wiele i nic nie mówi.
Rzucała dokoła czar spojrzeniem i zadziwiającą harmonią kształtów.
Aniela znała siebie. Rozróżniała granicę dobra i zła ukrytego u niej. Była opanowana, a jednak miłosne wyznanie inżyniera oszołomiło ją. Zdawała sobie sprawę, że nie powinna teraz dać posłuchu jego upajającym słowom, a jednak w duszy pragnęła, by ten strumień miłości popłynął przez całe życie. Jego twarz coraz głębiej wryła się w jej pamięć i wyobraźnię. Inżynier wdzierał się coraz śmielej i silniej do jej duszy, zwycięsko wypierając rywala, Janka, o którym sądziła, że tylko jego kocha.