— Wszak jesteśmy tylko ludźmi.

— Ale jak się tu dostałeś? — grzmiała Aniela.

— O tym byłoby zbyt wiele do opowiadania — uśmiechał się młody człowiek.

— A więc i pan jest złodziejem — rozpaczała Aniela.

— O nie, złodziejem nigdy nie byłem. Tylko tak sobie jestem „swój” człowiek.

— Wybacz mi, córko — zwrócił się Stasiek Lipa do Anieli. — Mimo woli mogłem cię wtrącić w odmęty nieszczęścia. Kto by się mógł tego spodziewać?

— Wystarczy, że on ciebie zna — wyrzuciła Aniela z nienawiścią.

— Jestem jeden z największych handlarzy żywym towarem — przerwał tę dyskusję młody człowiek, zmierzając Staśka Lipę od stóp do głowy.

— Jak pan śmiał ze mną mówić o miłości? — nie wytrzymała Aniela.

— Czy pani sądzi, że nie potrafię kochać prawdziwie? — nie wyzbywał się cynicznego tonu. — Ja od razu wiedziałem, z kim mam do czynienia.