— Jakże tedy ty, alfonsie, śmiałeś zbliżyć się do mojej córki? — podskoczył do młodego człowieka Stasiek Lipa.

— Mieliśmy ze sobą zadawnione porachunki. Chciałem się zemścić.

— Dlaczego nie zemściłeś się, ty łajdaku?

— Bo pokochałem twoją córkę! Gdyby nie moja miłość, już dawno znalazłaby się na okręcie kursującym do Argentyny.

— Precz z mego domu! — wołał Stasiek Lipa.

— Ciszej! — wycedził młody mężczyzna przez zęby. — Zapominasz o tym, że tu jestem inżynierem. Tu nawet znają moich rodziców. — Uśmiechał się w dalszym ciągu. — Ale ty możesz w każdej chwili trafić do więzienia.

Ojciec Anieli był bezsilny... Stał blisko córki, która tuliła się do niego jakby w obawie przed porwaniem...

— Czego chcesz ode mnie? — zapytał Stasiek Lipa niemal z płaczem.

— Chcę twojej córki za żonę. W razie odmowy...

— ...zadenuncjujesz mnie? — dokończył za niego Stasiek Lipa zdanie.