Janek spostrzegł się, że źle postąpił. Słowa Franka mówiły mu co innego, a mianowicie, że za robotę zleconą im każą sobie zbyt drogo zapłacić. „Przynajmniej z miesiąc czasu mają zamiar tu pić i jeść” — przebiegła Jankowi myśl.
Oprócz biesiadników, którzy rozsiedli się dokoła stołu, w dużej i ponurej izbie stało wiele „cieni” opartych o wilgotne ściany. Co chwila spoza skrzyń, beczek i innych sprzętów, których nie brakło w tej melinie, wyłaniały się inne twarze, typowe gęby przestępców, które ostro rysowały się w świetle lampy naftowej. W kątach usadowiły się kobiety, które z zainteresowaniem przysłuchiwały się z dala rozmowom.
— Dawaj go tutaj! — wydzierały się spijaczone głosy. — Gdzież on nareszcie?
W pewnym momencie drzwi się otworzyły i dwaj silni chłopi wprowadzili hotelarza. Już dawno się przebudził po chloroformie, ale był bardzo osłabiony i ledwie trzymał się na nogach. Dwaj „konwojenci” rzucili go na skrzynię, wołając:
— Macie go!...
„Towarzystwo” zebrało się dokoła, by przypatrzeć się bliżej hotelarzowi. Franek chwycił widelec i dotknął nim brzucha hotelarza.
— No wstawaj, ty stary kapusiu! I powiedz nam, dlaczego wsypałeś Janka?
— Jestem niewinny — wyjąkał hotelarz.
Wszyscy zwrócili się twarzą do Janka, który zagrzmiał głosem prokuratorskim:
— Tak podłego kapusia, jakim jest hotelarz, jeszcze nie było pod słońcem! Odnosiłem się do niego z pełnym zaufaniem. Byłem okrążony mentami i nie miałem się gdzie ukryć. Przybyłem do niego, jak do towarzysza. Wszak był sam „blatny”. Więc gdzież miałem się czuć bezpieczniej niż u niego? Ale cóż on zrobił ze mną? Podstępem zwabił mnie do taksówki i oddał w ręce Urzędu Śledczego. Poprzysiągłem sobie zemstę. I teraz wybiła godzina jego kary. Sprowadziłem go tu, gdyż jestem pewien, że nikt lepiej od was nie stoi na straży sprawiedliwości złodziejskiej. Oto macie go i zróbcie z nim, co chcecie. O ile postanowicie, że trzeba go puścić wolnym, nie będę się temu przeciwstawił59. Moim zdaniem jednak trzeba bezlitośnie wytępić tych, którzy zdradzają swoich ludzi. Nie powinnyśmy zważać na to, że był kiedyś wśród nas lub położył dla nas pewne zasługi. Wręcz przeciwnie: winniśmy takich wykarczować z naszych szeregów.