— Daj mu kuleczkę w łebek! — odezwał się pewien brunet. — A jeżeli nie chcesz, mogę to zrobić za ciebie.

— Najlepiej to kilka majchrów60 pod płuca i gotów!... — rzucił inny uczestnik dintojry swój projekt.

Franek już wywijał nad głową hotelarza nożem sprężynowym.

Szkielet, który wylegiwał się na łóżku, naraz odżył i zawołał:

— Żeby mi się nikt nie ważył ruszyć go, póki nie wyjawi przyczyny, dla której to uczynił!

— Racja! — wtórowało mu kilka głosów.

— Chodź no do mnie! — wyciągnął właściciel meliny ręce do ofiary. — I powiedz im: dlaczegoś tak postąpił? Tylko prawdę! Łgać będziesz, gdy wezwą cię przed sąd frajerów! Tu gadaj tylko prawdę!

Właściciel hotelu, na wpół żywy, rozglądał się dokoła przerażonymi oczyma. Nie miał odwagi otworzyć ust. Opróżnione butelki wódki i wina dawały mu do poznania, że wyrok nań już zapadł.

— Otwórz gębę! — wołał Franek. — Gadaj! Czemuś wsypał naszego brata?

— Jestem winny! — rozpłakał się hotelarz. — Uległem namowie Wołkowa. Przysięgam, że uczynię wszystko, by zasłużyć na łaskę. Nigdy się to więcej nie zdarzy.