— Jak to, panie Krygier, nie płaci pan przegranego zakładu? Gotowam pomyśleć, że pan nie jest dżentelmenem!...
Janek obserwował ich, nie rozumiejąc niczego. Dostrzegł tylko, że Ada dziwnie ściągała powieki, a twarz jej pokrywały na przemian to rumieńce, to bladość.
Ale Krygier, jakby nie zważał na nią i ostro pociągnął Janka za sobą:
— Chodź! Muszę z tobą pomówić w bardzo ważnej sprawie. Zapominasz się.
Do rozmowy wtrąciła się Ada:
— Janek teraz nie pójdzie! — pociągnęła go za ramię ku sobie, spoglądając ostro w stronę Krygiera.
— A ja ci powiadam, że pójdzie ze mną! — Utkwił swój wzrok w twarzy Ady. Zwracając się do Janka, Krygier rzekł: — Zapomniałeś już, że w tamtej sprawie umówiliśmy się na trzecią w nocy w Warszawie. Musimy się stawić na czas.
— Tamta sprawa to nie zając i nie ucieknie! — odparła Ada, śmiejąc się na głos. — W ogóle więcej mu nie pozwolę na uczestnictwo w tamtych interesach... Dosyć! Nie chcę, aby więzienie nas rozłączyło! Słyszysz? Nie chcę...
Janek stał niezdecydowany. Nie mógł umysłem ogarnąć tego, co między nimi zaszło. Ada zmuszała go spojrzeniem do posłuszeństwa. W duchu Janek staczał walkę: kogo tu słuchać? Adę czy Krygiera?
Janek przemówił niepewnym głosem: