— Tak. Sądzę, że pan mi nie będzie przeszkodą — odpowiedziała ze smutkiem, patrząc mu prosto w oczy.
— Ja... ja... — wyjąkał komisarz Żarski. — Muszę się raz na zawsze dowiedzieć, kim pani jest. Już kilkakrotnie miałem panią w swoim ręku, ale nigdy nie usiłowałem ustalić pani tożsamości. Dziś muszę to uczynić.
— Pan musi?
— Tak. Konfidentka nasza zbyt wiele już wie.
— Jestem gotowa — rzekła z zadziwiającym spokojem Aniela.
Po chwili Aniela opuściła pokój, a za nią służbowym krokiem szedł komisarz Żarski, zatopiony w rozmyślaniach. Czekał na to, by Aniela pierwsza się odezwała. Wiedział z doświadczenia, że w takich chwilach kobieta używa wszelkich środków, byle wydostać się z opresji. Miał to przeświadczenie, że również teraz Aniela, którą uważał za wyrafinowaną kokotę międzynarodową, chwyci się tej ostateczności.
Jakie wielkie musiało być jego zdumienie, gdy aż do drzwi gabinetu urzędowego nie dała po sobie poznać, iż zamierza skapitulować. Przeciwnie, dumnie weszła do jego gabinetu i z wrodzonym czarem kobiecym zajęła miejsce na krześle dla interesantów. Wyjęła grzebień z torebki i kokieteryjnie przyczesała sobie włosy.
Żarski nerwowo kręcił się po pokoju i kilkakrotnie zatrzymywał się tuż przed Anielą.
— I pan chce jeszcze raz wypróbować szczęścia? — zapytała pierwsza Aniela. — I tu w swoim gabinecie, jak wówczas?
— A co pani uczyni? — uśmiechał się Żarski. — Czy wolno wiedzieć, piękna uwodzicielko?