— Rozkaz, panie komisarzu! — odrzekł Wołkow tonem urzędowym. — Miałem bardzo pilną sprawę do poruszenia.
— Świetnie. Bądźcie łaskawi trochę później... Teraz jestem zajęty!
— Rozkaz, panie komisarzu! — wyciągnął się po wojskowemu Wołkow, przyjąwszy maskę obojętności, której Żarski nie mógł przeniknąć.
— Już dawno pan jest w Urzędzie? — rzucił Żarski badawcze pytanie.
— Nie, teraz przybyłem.
Żarski odetchnął z ulgą. Nie dostrzegł, jak górna warga Wołkowa lekko się poruszyła dla maskowania ironicznego uśmiechu.
— Może pan to zrobi — ciągnął dalej Żarski oficjalnym tonem. — Jestem teraz zajęty, a winienem za dziesięć minut być u zbiegu Marszałkowskiej i Chmielnej. Czeka tam na mnie „nasz” człowiek, który ma ważne wiadomości.
— Jak wygląda? Może uda mi się pana wyręczyć?
— Byłbym panu koledze bardzo wdzięczny... Ten pan będzie ubrany w palto deszczowe, a w prawej ręce będzie trzymał książkę. Parol15 brzmi:... „Budapeszt”.
— Rozkaz, panie komisarzu! Idę natychmiast...