We drzwiach ukazał się niski, chudy mężczyzna w wieku lat czterdziestu kilku, ubrany w płaszcz deszczowy, wcięty w talii. Jego małe, bystre oczki nie spoczywały nawet przez sekundę.
— Pan ma dziś dyżur? — zapytał przybyłego Wołkow.
— Tak jest, panie komisarzu — odrzekł chudy, mały mężczyzna.
— Świetnie. Na pana mogę polegać21.
Wołkow oświadczył dalej swemu zastępcy, który z uszanowaniem przyjmował słowa przełożonego:
— Między drugą a trzecią zadzwonię do pana. Proszę być przy telefonie.
— Rozkaz, panie komisarzu.
— Wychodzę w bardzo ważnej sprawie.
— Rozumiem.
— A jutro omówimy tę sprawę szczegółowo. Oto klucz do mego gabinetu.