— Jesteś, mój drogi! — mówiła wzruszona. — Myśmy cię tu już opłakali. Brat mówił, żeś „zasypany”. Nie zdążył cię ostrzec, zanim frajer poszedł. Powiedz, kochany, co się stało?
Opowiedziałem całą naprędce zmyśloną historię, żem ledwo uciekł i że frajera pobiłem itd. Chciałem w jej oczach uchodzić za bohatera, co się też udało. Ściskała, całowała mnie, szepcąc:
— Mówiłam bratu, że ty nie taki frajer, abyś dał się nakryć. Zadowolona jestem z ciebie — rzekła wesoło.
— Gdzie jest brat? — spytałem.
— Brat pobiegł na policję — odparła — i do machera115. Może da się coś zrobić, mówił, by cię wyrwać.
— Zaczekaj — dodała — polecę go zawiadomić, że ty jesteś cały i zdrów.
I wybiegła na ulicę.
Za godzinę przyszedł wspólnik. Przed nim nie taiłem nic. Robiłem mu wyrzuty, że mnie nie ostrzegł. Wypytywał mnie o szczegóły. Gdy skończyłem sprawozdanie, nachmurzył się i stanowczym głosem odparł:
— Ja muszę tego frajera zrobić i ja go zrobię, rozumiesz, za jaką bądź cenę. Dziś mu się udało mnie zaskoczyć i ciebie tam nakryć. Więcej takie coś mu się nie uda. Niech wie, że my nie żartujemy... Na „ślam” go muszę zrobić116. Może i nawet kasę zrobię — dodał w zamyśleniu.
Wspólnik, widząc, że nie podchwytuję jego zapału, spojrzał na mnie podejrzliwie.