Siostra wtrąciła się do rozmowy:

— Słuchaj, szwagierku, jeśli ty nie będziesz teraz głupi, to się dobrze odreperujesz. Hanka będzie miała powodzenie i dobrze zarobi. Widzisz, dopiero wczoraj wojna wybuchła, a już nas rozrywają. Teraz kobietki będą cenione na wagę złota. Patrz, przez wczorajszą noc ja i Hanka zarobiłyśmy sto pięćdziesiąt dziewięć rubli. No i dla was dobre czasy nastały. Policja będzie zajęta wojną, a wam dadzą zupełnie spokój, będziecie mogli kraść na całego.

Jeszcze różne korzyści wojny wskazywała, po czym znów bezmyślnie roześmiała się na cały głos.

Hanka przez cały czas tej rozmowy stała oparta przy oknie i smutno patrzyła w moją stronę. Widać, że po hucznej nocy nie odważyła się zbliżyć do mnie. Wiedziała, że ja nigdy na to nie zgodzę się, by ona zarabiała swym ciałem...

— Powiedz mi, Hanko — wreszcie spytałem — co to ma wszystko znaczyć?... Jak ci nie wstyd? — dodałem, zapalając się coraz bardziej, prawiąc morały jeden za drugim, które znałem z Talmudu. Doszło aż do kłótni między mną a rodzeństwem.

— Ty, brachu, nie bądź taki mądry — wtrącił się „Cwajnos”. — Nie podnoś tu tak głosu, ja się potrafię z tobą raz dwa załatwić.

Powstała między nami groźna wymiana słów. Niedużo brakowało, aby doszło do bójki.

Hanka trzymała tu moją stronę. Stanęła między mną a bratem. Matka zaś wyrzucała mi, że jestem darmozjadem i że ze mnie nigdy nie będzie dobry złodziej.

Siostra zaś jej rzekła do mnie ze złością:

— Ładny kochanek! Przy takim kochanku można z głodu umrzeć. Fajny mi złodziej, co się daje nakryć w robocie i nic nigdy ukraść nie potrafi...