Ona zaś uparcie twierdziła, że zarobi tyle pieniędzy, że dla nas obojga wystarczy. Ażeby mnie przekonać, wyciągnęła zza pończochy kilka banknotów po dziesięć rubli, prosząc, bym to przyjął.
Była to połowa pieniędzy z tej zarobionej setki. Resztę zabrała matka.
— Bierz — prosiła błagalnie, widząc moje wahanie. Jednak byłem już na tyle podły, że po krótkim wahaniu pieniądze schowałem do kieszeni, pomimo że dobrze wiedziałem, że zarobione zostały jej ciałem...
Upłynęło kilka tygodni. O wojnie już wróble na dachu i każde dziecko wiedziało. Wszędzie było widać wojsko, a nawet i rannych. Pomimo prośby Hanki, bym nie szedł kraść, teraz z jeszcze większym zapałem szukałem wrażeń w niebezpieczeństwie, które mi groziło w kradzieży. Robiłem to jej na złość, gdyż po całych nieomal nocach bawiła poza domem. Bywały też dni, że myśmy zupełnie się nie spotykali ze sobą. Porobiłem też różne znajomości. Miałem teraz dużo kolegów i koleżanek ze świata przestępczego.
Z dnia na dzień czułem to, że staczam się coraz niżej i niżej. Uprzytomniłem sobie swoje położenie, przypominając sobie matkę i dom ojca. Wtedy chciałem się oderwać od tego życia. Ale nie starczyło mi na to woli i choć czułem swój upadek, jednak nie mogłem się zatrzymać i brnąłem coraz dalej i dalej.
Różne wyrzuty sumienia trwały zaledwie jedną sekundę. A nawet po takim wstrząsie, z jeszcze większym zapałem oddawałem się w objęcia występkom i hulankom.
Jednym słowem, z dnia na dzień zyskiwałem więcej przyjaciół i każdy z „naszych” chętnie chciał mieć mnie za wspólnika. Przyczyn tego powodzenia w dużej mierze należy szukać w tym, że miałem też za kochankę znaną w tej sferze piękną siostrę „Cwajnosa”, do której każdy się umizgał, a także w mojej sile fizycznej, która tu jest najwięcej ceniona, no i w tym, jak już wspomniałem, że uchodziłem za uczonego. Zaimponowało im to, że były kandydat na rabina należy do ich zacnego grona. Zawsze okazywano mi z tego powodu szacunek, gdyż pomimo że byłem „początkujący”, zapraszano mnie i na dintojrę122 i chętnie słuchano tam mojego zdania.
Wypadek, który się też wkrótce zdarzył, uczynił mnie więcej popularnym między swoimi, a więc i to czytelnikowi opowiem.
XXXII
Pewnego dnia zapadła u nas decyzja, że w tę noc mamy się wybierać na pewną bardzo ryzykowną wyprawę. Robota polegała na tym, że mieliśmy opróżnić sklep jubilerski. A było to nie lada zadanie do wykonania, tym bardziej, że nocny stróż, znany nam ze swojej gorliwości, strzegł go pilnie i był na tyle ostrożny, że co parę minut macał zamki i oglądał sztaby żelazne przy okiennicach. Ten sam stróż niejednemu udaremnił robotę na sklepy przy tej ulicy, a nawet do więzienia kilku już w tym czasie wpakował. Więc nic w tym dziwnego, że pałałem do niego chęcią zemsty, a każdy z nas marzył, by mu jakiegoś figla wypłatać. A wtedy opinia jego, którą między właścicielami interesów się cieszył jako pogromca złodziei, spadłaby do zera.