Nareszcie ruszył. Odetchnęliśmy z ulgą. Ale co nastąpiło teraz, to nam krew w żyłach stanęła. Otóż zrobił kilka kroków, stanął przy tym sklepie, na który skierowana była cała nasza uwaga, obejrzał zamki, zajrzał do środka na chwilę i to trwało dłużej niż wpierw czynił. Następnie oparł się plecami o żaluzję od drzwi i wygwizdywał jakąś piosenkę.
Wyglądało to, jakby wiedział, co się tu dzieje i że my tu jesteśmy, jakby kpił sobie z nas. Pilnuje tylko teraz, by ptaszek został w sidle do rana.
Im dłużej się zastanawiałem nad jego zachowaniem się, tym mniej czułem się pewny i większa ogarniała mnie rozpacz.
— Coś się stać musiało, pewno on coś zauważył, ale co?
Wspólnik, który więcej znał się na tych sprawach niż ja, też zaczął się niepokoić i szepnął mi prosto do ucha:
— Wiesz co, brachu... Jak tak dalej pójdzie i skower stąd nie odstąpi za jakąś godzinkę, będziemy musieli go „brać”. Zrozumiałeś?
Za dobrze go zrozumiałem. Ciarki mnie przeszły po całym ciele. Nigdy przedtem nie znajdowałem się w takiej sytuacji. Zawrócić stąd znaczyło ściągnąć na siebie konsekwencje, wytoczą „dyntorię”125.
Wiedziałem już, co to znaczy „dyntoria”. Byłem raz świadkiem, jak ona smutnie zakończyła się dla oskarżonego. Widziałem, jak ten błagał, prosił, by mu przebaczono. Ale groźni sędziowie byli nieubłagani. Chodziło o to, że ten przyznał się na policji, gdy go aresztowano, że wie, kto tę kradzież popełnił, o którą jego posądzono. A cóż dopiero spotkałoby mnie, gdybym stchórzył i uciekł z posterunku, zostawiając wspólnika dla policji?
Przypomniałem sobie słowa „Cwajnosa”, które mi na wykładzie wciąż powtarzał: „Wspólnik dla złodzieja to jest wszystko, ojciec, brat, siostra, należy go szanować, a w razie niebezpieczeństwa za niego ostatnią kroplę krwi oddać”. A gdy go wówczas spytałem, dlaczego on tak nie postępuje z „konikiem”, to mi wtedy objaśnił, że co innego jest „konik”, a co innego jest stały wspólnik. Więc ja byłem jego stałym wspólnikiem, ba, nawet szwagrem, tym bardziej muszę go ratować. No i łup obfity też coś tam znaczy i nigdy by oni mi tej straty nie przebaczyli.
Tu spojrzałem na wspólnika i pomyślałem: „Ten oto człowiek, który stoi przy mnie i nerwowo ściska w kieszeni rewolwer, gdy nie będę chciał mu pomóc, czy mnie zaraz nie ukarze? Na pewno on stąd tak na próżno nie odstąpi i nie cofnie się przed niczym”.