Ojciec mój na swoje nieszczęście także posiadał brodę rudą. Więc nic dziwnego, że znalazł się między rudymi zbrodniarzami. Co prawda, była to tylko „szpicbródka”, ale dość duża, by ją spostrzec i jej kolor. Żony „rudych”, naturalnie te piękniejsze, nie wiedząc, tak samo jak mężowie, gdzie ich wiozą, już naprzód z wypchanymi portfelami podążyły, by trafić do rąk i serc władzy.

Tak ich gnano dziewiętnaście mil piechotą do guberni Ł. i oto co się tu okazało. Jakiś żołnierz skradł z pułku dwie krowy. Przyłapano go i tłumaczył się, że sprzedał je we wsi K. Żydowi z rudą brodą, a nie wie, jak się on nazywa. Policmajster, bardzo mądry człowiek, chwycił się „salomonowego” wprost pomysłu. Kazał zaaresztować w tej wsi wszystkich rudych.

Teraz ich tu na policję przyprowadzono i ustawiono w rząd, by złodziej mógł wybrać tego, komu sprzedał.

Naturalnie, że wskazał na pierwszego lepszego, który mu się podobał.

Na szczęście był to akurat nie Żyd, tylko jakiś chłop także z rudą brodą, którego tu gwałtem też przywlekli, mając go w podejrzeniu, że jest Żydem. Złodziej z pewnością powędrował do więzienia, a Żydzi pojechali z powrotem do domu, chorzy ze strachu.

Ojca, co prawda, gdy tylko przywieziono ich na policję w Ł., jeszcze przed konfrontacją zwolniono, gdyż go tu znano osobiście jako kupca, a nawet przeproszono, kładąc winę na karb wojny.

Wywnioskowałem też, rozglądając się po pokoju, że tu wszyscy są bardzo zadowoleni z wojny, gdyż rodzina ta mieszkała teraz w pięciopokojowym mieszkaniu elegancko umeblowanym.

Zwierzyła mi się też gadatliwa kobieta w sekrecie, że teraz nareszcie piekarze wiedzą, że żyją na świecie i żeby tylko Jehowa był tak łaskaw, mówiła, aby wojna trwała choć ze dwa lata, to majątek na pewno zrobią.

Mówiła, że córkę swoją wyda tylko za prawdziwego doktora. Nareszcie zaczęła narzekać przede mną na brak pracowników, że są leniwi i nie chcą dużo pracować. Wspomniałem jej zaraz o tym, że ja też już pracowałem jako piekarz i coś niecoś potrafię.

— Ach, tak — mówiła — ojciec mi opowiadał, że źle się prowadzisz i że cię znać nie chce, coś i o tym wspominał.