Tu mnie wzięła chęć, by zostać piekarzem, naprawić to, co zbroiłem do tego czasu. Ojciec, myślałem, na pewno się ucieszy moim nawróceniem. Nie namyślając się długo, głośno to wymówiłem. Popatrzyła chwilę na mnie, jakby się zawahała, jednak zgodziła się mnie przyjąć pod warunkiem, że będę posłuszny i nie zrobię żadnego głupstwa.

— Dla twojego ojca to zrobimy — dodała.

Tegoż wieczora jeszcze przeniosłem się do piekarni. Przy przebieraniu się wręczyłem majstrowi złoty zegarek i kilkadziesiąt rubli. Popatrzył na mnie, jakby chciał spytać o ich pochodzenie, jednak po namyśle przyjął, przy czym mrugnął do mnie prawym okiem na znak, że się domyśla, skąd pochodzą.

Wziąłem się gorliwie do pracy. Pieczono tu tylko dla wojska razowiec i duże, pszenne placki w blachach. Nic dziwnego, że znając trochę pracę, za miesiąc wykonałem już bez zarzutu swoją robotę.

Przyszedł też prędko maj. Pobierałem już osiem rubli na tydzień i życie. W czasie pokoju tego bym nie otrzymał. Byli już z mojej pracy zadowoleni.

Córka prawie nie odzywała się nigdy do mnie i ja nie wspominałem o naszej dawnej przyjaźni. Bolało mnie to, że traktuje mnie obojętnie, jak każdego robotnika. Starałem się jednak o tym nie myśleć. Często przypominałem sobie tragiczną śmierć Hanki, która — byłem teraz przekonany — nie z powodu choroby się otruła, zaraz mi się też odechciało romansów. Oddawałem się tylko wyłącznie pracy, tak abym nie miał czasu myśleć o czym innym. Cieszyłem się w duchu, że znając hulaszcze życie i inne pokusy tego świata, mogę tu już drugi miesiąc wytrwać przy ciężkiej pracy. Dziwiło mnie to nieraz, jak mogę teraz pracować aż po czternaście godzin na dobę i więcej.

Bywało też, że przez cały tydzień nie zrzucałem z siebie tego oryginalnego stroju piekarskiego.

Zawsze po skończonej pracy padałem gdzie bądź w kącie spichlerza na kupę opróżnionych worków. Zmordowany pracą zasypiałem łatwiej niż na najwykwintniejszej pościeli.

Prowadząc taki tryb życia, nie miałem czasu nawet pomyśleć o niczym innym. Z jakimś pobożnym zachwytem trzymałem się pracy i byłem zadowolony. Czułem to też, że tylko w pracy znajduję spokój na wyrzuty sumienia, które od czasu do czasu mną miotały. Przypominałem sobie o występkach, które w tak stosunkowo krótkim czasie zdążyłem popełnić. Tu znowu czasami kusiło przelotne wspomnienie o wesołym, rozrzutnym życiu, które jednak miało swój powab.

W sobotę przybierałem wygląd normalnego człowieka. Gospodyni była bardzo dobra dla mnie ze względu, jak mówiła, na ojca. Gdy podawała mi mój zegarek, jedyny dowód mojego dawnego życia, czułem przy dotknięciu go ręką, jakbym się dotknął żarzącego węgla. Czułem, że gdyby mi policzek wymierzyła, ból nie przygnębiłby mnie tak, jak widok tego zegarka.