— Może masz kamasze, to jeszcze zagramy?

Ja się odezwałem:

— Panie Mytrofan! Ja panu dam, aby miał pan czym grać, chce pan?

Mytrofan spojrzał bokiem. Tu muszę zaznaczyć, że wspomniany, pracując po większych piekarniach, dobrze znał mojego ojca. Nieraz mi o tym mówił, że mój ojciec jest skąpy i mało kiedy dawał na piwo, więc nic dziwnego, że i mnie uważał za takiego. Teraz, gdy mu zaproponowałem dać na grę, patrzył na mnie, jakby nie wierzył własnym uszom i odparł:

— A dużo ty masz pieniędzy? Mogę od ciebie pożyczyć — dodał.

— Pieniędzy dużo nie mam — odparłem — ale mam jeszcze coś lepszego od pieniędzy.

Wszyscy obecni, których było ośmiu, spojrzeli w moją stronę i ironicznie uśmiechali się, gdyż wiedzieli, że jestem tylko początkujący, co więc taki może mieć do przegrania, a jeszcze coś lepszego od pieniędzy.

Mytrofan jeden wiedział, kim jestem, więc zapytał zaraz niecierpliwie:

— Gadaj, co masz i dawaj tu!

Wyciągnąłem zegarek i dałem mu.