Wszyscy zdziwieni oglądali go.

Był to złoty, kryty zegarek „Omega”, a próba 54 stała na kopercie wyryta jak byk, co ich ostatecznie utwierdziło, że zegarek jest z prawdziwego złota.

Niemniej zdziwiony był sam Mytrofan, gdyż nigdy go u mnie nie widział, bo był u gospodyni, a dopiero od przeszłej soboty nie oddałem go więcej na przechowanie. Postanowiłem się go pozbyć.

Mytrofan podejrzliwie zapytał, skąd go mam.

— Z domu jeszcze od ojca — odparłem.

Wszyscy znów patrzyli na mnie.

Mytrofan, widząc ich pytające spojrzenie, objaśnił, kim był mój ojciec. Nie chcieli wierzyć, gdyż okazało się, że go dobrze znają.

„Nie może być — twierdzili — by ten zechciał mieć syna piekarza”. Nareszcie uwierzyli, gdy dałem odpowiedź na kilka pytań.

Poznałem też, że nie zyskałem tym zaufania, nie lubili oni oglądać tych, co dostarczali mąkę, by mieli nad czym się męczyć.

Zegarek został otaksowany na sto pięćdziesiąt rubli i grę rozpoczęto na nowo. Tym razem i ja przystąpiłem do gry do spółki z Mytrofanem. Graliśmy całą noc i cały dzień. Gospodarz ledwo wyciągnął nas wieczorem do pracy.