Serce w człowieku widać nie lubi złodzieja, gdyż w takich chwilach zaczyna gwałtownie bić, jakby chciało wyskoczyć, o czym się i teraz przekonałem. Zatrzymałem się wahająco, ale trwało. to tylko ułamek sekundy i zdjąwszy obuwie, wsunąłem się do środka.
Najpierw otworzyłem okna, gdzie stał wspólnik. Następnie wślizgnąłem się do pokoju sypialnego. Tu można było wszystko dokładnie odróżnić. Świeciła się tam zielonego koloru nocna lampka. Stały tam dwa niklowe łóżka, jedno obok drugiego, tylko wąski przedział był między nimi.
Na stoliku nocnym leżał rewolwer, zegarek i damska platynowa bransoletka. Drżącą ręką zaraz też po to sięgnąłem i wsunąłem do kieszeni. Na jednym łóżku leżała młoda kobieta, zupełnie odkryta, a na drugim widać leżał mąż. Był to chłop rosły, leżał plecami do mnie. Na końcu łóżka wisiały spodnie, gdy uchwyciłem je do ręki, poczułem jakiś ciężar w kieszeniach. Tylna kieszeń była wypchana grubą paczką banknotów.
Wtem kobieta poruszyła się, a ręka mi drgnęła, spodnie wypadły z rąk. Brzęk srebra odbił się mocno w tej nocnej ciszy o moje uszy, jak ukłucie sztyletu.
Skamieniałem.
Mężczyzna przewrócił się teraz twarzą do mnie, tak jakby na mnie patrzył, jednakże dalej spał.
Chwila strasznej niepewności.
Podniosłem ostrożnie spodnie i podałem je przez okno wspólnikowi razem z pieniędzmi. Mnie najbardziej chodziło teraz o portfel, a ten był w kamizelce pod poduszką kupca. Portfel był celem naszej wyprawy.
Znów stanąłem między łóżkami. Zbliżyłem się do wezgłowia, tak że czułem ich oddech na sobie. Kobieta teraz leżała w bardzo dla mnie kuszącej pozie. Całą siłą woli musiałem się skupić, by oczy odwrócić od tak magnetycznego widoku. Była to rosła w biodrach, piękna kobieta, może w wieku dwudziestu czterech lat z górą. Zdziwiło mnie to, że dziecka tu żadnego nie widzę.
Próbowałem rękę wsunąć pod poduszkę męża. Na nic, za blisko leżała kamizelka przy ścianie. Nachylić się nad nim nie mogłem, bo niechby się w tej chwili przekręcił i mnie tknął, a wszystko by przepadło. Nie namyślając się długo, próbowałem po raz drugi wsunąć rękę pod poduszkę. Wtem kupiec poruszył się tak gwałtownie, że serce zamarło mi ze strachu. Schyliłem się na dół, a ten niespodziewanie znów obrócił się plecami do mnie, a głowę niemal oparł o ścianę, tak że poduszka była wolna. Bez oporu teraz wyciągnąłem kamizelkę. Dzieło to jakby cudem było dokonane. Widać, że ta strata była mu z góry naznaczona...