Dnia szesnastego maja 1916 roku aresztowano mnie w Berlinie i zaprowadzono do Prezydium Policji. Cały ten dzień, jak i następny dręczono na badaniach bez końca, a dnia pewnego w czerwcu wysłano mnie z Moabitu142 do c. w.143 X, jako już skazanego na dziesięć lat „Zuchthausu”144.
Gdy zostałem przywieziony na miejsce przeznaczenia, już dawno było po południu. W kancelarii więziennej zapisali mnie aż na dwa nazwiska. Przy aresztowaniu znaleziono przy mnie dwa paszporty. Po dokładnym zrewidowaniu oddano mnie dozorcy więziennemu, który zaprowadził zaraz na czwarty oddział dla niebezpiecznych do przeznaczonej celi nr 227. Następnie dozorca zwrócił się do mnie z zapytaniem:
— Verstehen sie deutsch?145
Kiwnąłem głową, że tak.
Niemiec przybrał odpowiednią minę i zaczął mi tłumaczyć, gdzie się znajduję i co za znaczenie ma ten dom. Potem wziął książeczkę, która leżała w celi na stole, kazał mi stanąć pod samym oknem i począł czytać na głos przedmowę, którą powtórzę tu dosłownie w tłumaczeniu. Każde słowo jego tchnęło grozą i zwiastowało śmierć.
„Jesteś więźniem. Żelazne sztaby twego okna, zamknięte drzwi, kolor twego ubioru mówią ci, żeś wolność swoją postradał. Bóg nie chciał ścierpieć, żebyś dłużej nadużywał swojej wolności na dalsze grzechy i nieprawość, dlatego mówi ci: dotąd, ale nie dłużej!... Kara, którą nałożył na ciebie sędzia ziemski, pochodzi od sędziego wiecznego, którego porządek naruszyłeś i przykazanie przekroczyłeś. Jesteś tutaj, by odbyć karę, a każda kara musi być odczuta jako zło, nie zapominaj nigdy, że nikt temu nie winien, prócz ciebie samego.
Ale kara powinna ci wyjść na dobre, powinieneś się nauczyć opanowywać swe namiętności, wyzbyć się złych przyzwyczajeń, być absolutnie posłuszny, szanować boskie i ludzkie prawo, abyś szczerą skruchą zdjęty nad przeszłym życiem, zyskał siły do życia nowego, życia miłego Bogu i ludziom! Więc zegnij się przed potężną dłonią Boga! Zegnij się przed prawem państwa! Zegnij się także przed rygorem tego domu, a co on rozkazuje, musi być spełnione bez wahań, lepiej, że uczynisz to dobrowolnie, niż by twa zła wola miała być łamana!.. Wtedy czuć się będziesz dobrze i prawda słów Jego sprawdzi się na tobie.
Wszelka kara, póki ją odbywamy, wydaje się smutkiem, a nie radością, ale potem obdarza ona kojącym owocem sprawiedliwości tych, którzy przez nią przeszli.
Niech tak rządzi Bóg!”
Jeszcze dużo innych morałów mi prawił, jednak nie słuchałem go wcale. Nie to, co on mi prawił, było mi teraz w głowie. Przed moimi oczyma, oprócz cyfry 10, nic więcej nie widziałem.