Dozorca o wyglądzie prawdziwego typa, jakiego wymaga ta posada, zmiarkował wreszcie, że go wcale nie słucham. Spojrzał na mnie wzrokiem ludożercy i zagadnął, czy go zrozumiałem.
Nie odpowiedziałem mu.
Zbliżył się, szarpnął mnie za rękaw i groźnie zapytał po raz drugi. Tym razem odrzekłem ze złością, żeby mi wpierw dał co zjeść, a później będę go słuchał, choćby do rana.
Pan Aufseher146 przybliżył się jeszcze bardziej, tak że ja, odstępując w tył, plecami dotykałem już ściany. Ujął mnie pod brodę, a drugą ręką groził, pod nosem wymyślając:
— Du verfluchter Jude, du bist zu frech, ich schlage dich, dass du umfällst. Bist du, verfluchter Russe, hier fressen blos gekommen?147
— Lorentz! — krzyknął na kalefaktora148. — Wasser149.
Korytarzowy przyniósł mi dzbanek wody.
— Hier hast die Kanne voll, kannst essen150 — roześmiał się szyderczo i walnął drzwiami, wychodząc z celi.
Upadłem na stołek, a rękoma chwyciłem się za głowę, w tej chwili przeżyłem na nowo to wszystko, co zaszło ze mną od dnia mojego aresztowania. Uprzytomniłem sobie, że już jest koniec ze mną, że nigdy już wolności nie ujrzę. „Łudzić się teraz byłoby szaleństwem, nigdy stąd nie wyjdę” — myślałem.
Obrzuciłem wzrokiem swój grób, spostrzegłem, że jest podobny do celi, gdzie siedziałem w śledztwie, podobny też do celi rosyjskiego więzienia. Więc dla zbrodniarzy wszędzie jednakowe miejsce jest przeznaczone.