— Pierwszy raz — odparłem śmiało.
Znów mi się przypatrywał i rozkazał swojej sekretarce, która siedziała obok przy maszynie, żeby to zanotowała, następnie niespodziewanie mnie zagadnął:
— Czy wy byliście kiedyś w miasteczku T.?
Tu tak bystro wpatrywał się oczyma we mnie, jakby mnie chciał nimi przebić na wylot.
— Tak, znam to miasteczko — odpowiedziałem.
— Jak dawno, jak wy tam byliście?
— Może dwa lata, a może już więcej, dokładnie już tego nie pamiętam.
Sekretarka na maszynie pisała moje odpowiedzi.
Znów przypatrywał mi się chwilę, uśmiechnął się i kazał mi usiąść, co też nieśmiało uczyniłem, następnie poczęstował mnie cygarem, które przyjąłem, myśląc w duchu, że za nie dostanę od kucharzy „dolewkę”.
Zadał mi jeszcze inne pytania, które nie miały nic wspólnego ze śledztwem, co bardzo mnie dziwiło, ale o tym tu się rozpisywać nie myślę i będę tylko mówił, do czego on dążył.