— Tak, jesteś mądry, dobrze mówisz, ja o tym nie pomyślałem, że masz Judas-Kopf170. Z ciebie będzie dobry agent. Więc teraz zrobimy w ten sposób, że jako skazany z sądu wojennego możesz dostać spacer, a podczas spaceru będziesz mógł zjeść obiad w dyżurce, a nikt o tym się nie dowie. Gdy się już dowiesz, co nam potrzeba, to znów pójdziesz do osobnej pojedynki, a tam będzie ci mógł sierżant podawać, dopóki cię nie zwolnię. Myślałem, tyś mądry, a ja też niegłupi, to co myślisz, już na początku przejrzałem.

Dał mi jeszcze kilka wskazówek i zostałem z powrotem odprowadzony do więzienia.

W więzieniu „Zdrajca” uśmiechnął się do mnie poufnie, pomimo że już przedtem zdążyłem dwa razy dostać od niego kilka bykowców za rozmowę przez okno. Teraz u siebie nasmarował mi kawał chleba z masłem, przełożył kiełbasą i podał kubek kawy. Rzuciłem się na to, a on przy jedzeniu bacznie mnie obserwował, klepiąc przyjaźnie po plecach. Następnie zaprowadził mnie do celi nr 253, gdzie siedział rzekomy bandyta, z którego miałem wydobyć zeznanie.

Lokator celi nr 253 bardzo się ucieszył, gdy mnie spostrzegł, przywitaliśmy się, miał około trzydziestu lat, był wysokiego wzrostu, o chytrym spojrzeniu, dla sprawnego oka przestępcy wystarczyło, by poznać w nim zawodowego agenta tajnej policji. Teraz tym bardziej utwierdziłem się w moich domysłach, do czego pan prokurator dąży.

Niemcy często praktykowali to, że wsadzali agenta na parę dni do celi, ten czy się coś naprawdę dowiedział, czy też nie, świadczył potem, jak prokurator chciał. Więc obawiałem się, że choć nic mu nie wyznam o okradzeniu Bauamtu, jednak może na lewo opowiadać, żem się do tego przyznał. Usiadłem na łóżku, rozmyślając, co mi należy uczynić. Towarzysz niby był trochę zakłopotany, następnie zwrócił się wesoło do mnie:

— Nie martw się pan, teraz we dwoje171 będzie nam klawo, a za co pana wtrynili?

— Za kradzież!

— Czy już po sprawie? — badał dalej.

— Tak!

— A wiele panu dali?