Przy jedzeniu opowiadał mi o sobie i dał mi do zrozumienia, że stąd można „najechać”173 i wyłożył mi swój plan. Następnie zaczął mi opowiadać swoje zbrodnie z przeszłości.

Myślałem, że trzeba jemu też coś „zalać” i opowiedziałem mu zmyśloną kradzież, której rzekomo dokonałem w Warszawie. Wypytywał mnie dokładnie o szczegóły. Zachęcał do jedzenia i tak zabawiliśmy do wieczora na rozmowie, na której czas prędko przeleciał. Postanowiłem nie nalegać tak bardzo i mieć się więcej na baczności.

Na drugi dzień nastąpiły pytania jeszcze więcej natarczywe niż poprzednio. Widać, że nie chciał długo tu ze mną siedzieć. Miałem ochotę w nocy tego gada wziąć i udusić, bo w otwarty sposób nie dałbym mu rady.

Jednakże postanowiłem być ostrożny i nie zdradzić się z tym, że wiem, kim on jest, iż jest szpiegiem. Odpowiadałem na pytania najspokojniej, co mi się ledwo udało.

Tak upłynęły trzy dni, na spacer nie poszedłem, nie chciałem skorzystać z tych przywilejów, bo wiedziałem, że dziś, jutro i tak mnie przymkną. W czwarty dzień objaśnił mi towarzysz, że miał dobry sen i że może dziś zawezwą go na śledztwo.

Tak też było, on doskonale wiedział, że go zwolnią. Po obiedzie zawołano go i już nie wrócił. Spodziewałem się tego. Przypomniałem sobie całą rozmowę z nim od pierwszej chwili i byłem zadowolony z siebie, że nic takiego mu nie powiedziałem.

Na drugi dzień rano przyszedł „Zdrajca” do celi i udawał zdziwienie, że tu siedzę sam. Uśmiechnął się i popatrzył na mnie bystro, po czym poczęstował mnie cygarem, mówiąc, że podobam mu się i jak chcę, to mi da Żyda do celi, żeby mi się nie przykrzyło.

Zapytałem go śmiało, czy też bandyta, roześmiał się i powiedział, że tym razem nie bandyta, że tylko szmugler. Jednak prosiłem go, by mi pozwolił siedzieć samemu.

Od dnia tego stał się „Zdrajca” dla mnie bardzo względny, nawet schwycił kilka razy na oknie i nie bił mnie. Wiedział, że ze mną mu się nic nie udało, był zadowolony.

XLIII