Przyszedł rok 1917. Zaraz po Nowym Roku więzienie objęły niemieckie władze cywilne. Główne więzienie, dwa skrzydła pojedynek męskich były już gotowe i poczęto nas przebierać w ubrania aresztanckie. Przesadzono każdego do pojedynki. Zaraz od pierwszego dnia poznałem rygor, jaki się zaprowadza. Przyjechał tu z Niemiec Oberaufseher174 Schreiber i dozorca Ról175. Oni to zaczęli wprowadzać rygor jak w niemieckich więzieniach. Nieraz więźniowie żałowali rządów „Zdrajcy”, bo co teraz nastąpiło, było wprost nie do wytrzymania.
Za rządów „Zdrajcy”, gdy na warcie stali dobrzy żołnierze, można było przez okno rozmawiać. Ze względu na kobiety, z którymi oni romansowali, dali i nam spokój. Kobiet wtedy w całym więzieniu było siedem. Chodziły po całych dniach na spacerze. A w nocy, gdy udawałem się do ustępu, sam kilka razy widziałem, że karabin tylko stał oparty o celę zamiast wartownika, a Niemiec był w środku i...
Jak już wspomniałem, co czternaście dni zmieniała się warta, a żołnierze chodzili do cel kobiet, nie krępując się nami. Niejednemu z więźniów kobiety podawały palenie, które było srogo zabronione i ujmowały się za nami. Przypomina mi się też heca o palenie, o której muszę tu wspomnieć.
Obok mnie siedział jeden więzień, postarał się od kobiety o papierosa, nie zdążył jeszcze popalić, gdy „Zdrajca” wpadł do jego celi, pociągnął nosem i zadał mu pytanie po polsku, gdyż nauczył się już kilku słów:
— Palić?
— Nie, panie.
— Palić! — krzyknął groźnie.
Więzień nie przyznawał się. „Zdrajca” zaczął tego więźnia rewidować i odkrył papierosa palącego się w ręce.
— Palić? — pytał go teraz, pokazując mu dym od papierosa snujący się z jego ręki.
— Nie, panie.