Niemiec począł go okładać bykowcem i krzyczeć, jakby go ze skóry darli.
— Palić! Palić!
Więzień nie przyznawał się.
Nareszcie „Zdrajca” bierze papierosa z jego ręki, przykłada mu pod sam nos i krzyczy:
— Co to jest?
— Nie wiem, panie.
Niemiec, myślałem, że się wścieknie, jednak Bończuk, bo tak się nazywał, nie przyznał się. Zbił go niemal do utraty przytomności i wyszedł z celi, przeklinając upartość Polaków.
Jednakże od tego dnia „Zdrajca” sam mu dawał czasami papierosa i prymki176, a kazał mu również dawać „dolewkę”.
Zaraz po objęciu więzienia przez władze cywilne zmniejszono nam porcje chleba do siedemdziesięciu pięciu gramów dziennie. Spacer zaczęto dawać po piętnaście minut dziennie. Spacer ten to tylko była okazja, by mieć za co karać i bić więźniów.
Wiadomo, że więzień mimo zakazu starał się przemówić do drugiego podczas spaceru, a to srogo karano, jednym słowem stało się gorzej. Nie ja byłem tam wyjątkiem, wszyscy więźniowie przewracali się wprost z głodu.